KATASTROFA LOTNICZA -WIRY KOŁO POZNANIA 1958

Pod koniec lat 50-tych XX wieku, na południe od Poznania, a na wschód od wsi Wiry doszło do zderzenia dwóch samolotów odrzutowych polskiego lotnictwa wojskowego. Ten fakt, jak się wydaje, odchodzi powoli w zapomnienie. Z drugiej jednak strony da się zauważyć żywe zainteresowanie tym zdarzeniem, szczególnie wśród nowych mieszkańców Wir i okolic. Skutkiem tego są podejmowane w lokalnej prasie próby przybliżenia historii miejsca, gdzie zdarzył się wspomniany wypadek lotniczy i okoliczności jego nastąpienia. Niedawno, w związku z tym tematem, pojawiło się wiele nieścisłości i pomyłek, zarówno w chronologii, przebiegu i lokalizacji w terenie tego tragicznego zdarzenia. Poniekąd, można ostatecznie usprawiedliwiać wspomniane pomyłki, ponieważ nie była to jedyna katastrofa lotnicza w Wirach i najbliższej okolicy. Właśnie tutaj, w promieniu około 4 km rozbiły się co najmniej cztery samoloty lotnictwa wojskowego. Taka duża kumulacja wypadków lotniczych na tak małym obszarze nasuwa nawet pozaracjonalny wniosek, że nad Wirami i okolicą panują jakieś specyficzne i nadnaturalne „wiry”, które niefortunnie przyciągają samoloty do ziemi. Natomiast rzeczywistym, wspólnym mianownikiem łączącym „wirowskie” katastrofy jest lotnisko wojskowe w Poznaniu-Krzesinach. To z niego piloci startowali na wykonywanie zadań, a niektórzy nigdy nie wracali, tragicznie kończąc swój lot właśnie na polach podpoznańskiej wsi Wiry. Jednym z takich lotników był podporucznik pilot Jerzy TOKARSKI, który w czerwcowy ranek 1958 roku wzbił się w powietrze odrzutowym Lim-em- 5 z położonego zaledwie 6 km na wschód lotniska wojskowego w Poznaniu-Krzesinach.

POZNAŃ-KRZESINY – GNIAZDO MYŚLIWCÓW

Niebo na południe od Poznania, w tym nad Luboniem i Wirami, od kilku dekad, zawsze wypełniały samoloty wojskowe. To one, począwszy od czasów II Wojny Światowej, stanowiły nieodłączny element tutejszego krajobrazu. Srebrno-szare odrzutowce żyły w swoistej „symbiozie” z mieszkańcami, a ryki dopalaczy silników odrzutowych stały się codziennością. Mieszkańcy okolicznych wiosek, na co dzień, nie tylko słyszeli przelatujące samoloty, ale też z ciekawością je obserwowali. Tajemnicą poliszynela w latach powojennych była lokalizacja lotniska w Poznaniu-Krzesinach. Każdy oczywiście wiedział, że właśnie tutaj znajduje się baza myśliwców, jednak oficjalnie, czy w prasie lokalnej, czy publikacjach unikano podawania dokładnej nazwy. Należy również wspomnieć, że do dnia dziejszego w ukazujących się opracowaniach często spotykamy nazwę „Krzesiny pod Poznaniem”, co jest nieprecyzyjne, a wręcz niezgodne z prawdą. Już od 1942 roku Krzesiny stanowią część miasta Poznania, kiedy to okupanci niemieccy włączyli je w granice administracyjne stolicy Wielkopolski. To właśnie oni wybrali miejsce na lotnisko i fabrykę-montownie samolotów myśliwskich Focke-Wulf. W 1944 r. ogromne hale montażowe i nowoczesna infrastruktura zakładu, w tym lotniska, została poważnie uszkodzona w trakcie nalotu amerykańskich samolotów B-17 „Latająca Forteca” w ramach misji 8 Armii Lotniczej USA. Po wojnie terenem administrowała Armia Czerwona, która w 1954 r. przekazała go Wojsku Polskiemu.

Już w 1954 roku, na poniemieckim lotnisku w Poznaniu-Krzesinach sformowano jednostkę lotniczą, której zadaniem było przeszkalanie młodych absolwentów Oficerskiej Szkoły Lotniczej Nr 5 w Radomiu. Dokonywano tu konwersji młodych lotników, z samolotów tłokowych na samoloty odrzutowe. Nie był to łatwy proces. Samoloty śmigłowe, znacznie różniły się w technice pilotażu od odrzutowców Mig-15, produkowanych w Polsce pod nazwą Lim. Wspomniana, nowo utworzona jednostka lotnicza otrzymała oficjalna nazwę: 62 Pułk Szkolno-Treningowy Lotnictwa Myśliwskiego. Do 1957 roku w pułku przeszkolono więcej niż 230 pilotów i trzy grupy podchorążych. Warto dodać, że w styczniu 1958 roku było w Polsce 1314 pilotów i wciąż prawie połowę z nich stanowili młodzi absolwenci szkół lotniczych, wymagający systematycznego przeszkalania na bojowe, odrzutowe samoloty myśliwskie. „Młodzież” musiała opanować technikę pilotażu odrzutowców, oswoić się z większymi prędkościami, przyspieszeniami, a przede wszystkim przeciążeniami. Przyswojenie tzw. nawyków zapewniało bezpieczne i poprawne wykonanie zadań bojowych. Jeszcze w 1957 roku, w wyniku zmian strukturalnych lotnictwa wojskowego, „krzesiński” pułk szkolno-treningowy stał się jednostką bojową, otrzymując nową nazwę: 62 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego. W ramach powierzonych zadań pułk zapewniał m.in. obronę powietrzną poznańskiego okręgu przemysłowego. Doceniało to społeczeństwo Poznania. To właśnie z inicjatywy Poznaniaków, a szczególnie pracowników Zakładów HCP Cegielski „krzesiński” 62 Pułk otrzymał imię Powstańców Wielkopolskich.

W latach 50-tych lotnisko w Poznaniu-Krzesinach nosiło jeszcze ślady wojny. Krótki opis wyglądu lotniska pozostawił w swoich wspomnieniach ówczesny major pilot Wacław KRÓL, as lotnictwa myśliwskiego czasów II Wojny Światowej, pilot września 1939 r. a następnie Polskich Sił Powietrznych we Francji i Wielkiej Brytanii, pilot Polskiego Zespołu Myśliwskiego w Libii i Tunezji zwanego „Cyrkiem Skalskiego”. Po wojnie powrócił do kraju i po przemianach 1956 roku został przywrócony do służby w lotnictwie. Właśnie tutaj, w 1957 roku, na „poznańskim niebie” , i „krzesińskim” lotnisku przeszkalał się na samoloty odrzutowe wraz z grupą swoich kolegów, również byłych doświadczonych, wojennych pilotów myśliwskich, latających w Wielkiej Brytanii m.in. na samolotach Supermarine Spitfire. Oto, jak w 1957 roku mjr pil. Wacław KRÓL wspomina lotnisko Poznań-Krzesiny.

(…) Lotnisko w K. ( Krzesinach-przyp.aut.) rozciąga się po prawej stronie rzeki. Na jego skraju stoją olbrzymie hangary i budynek wieży portowej, zrujnowane podczas działań wojennych, dotąd nie odbudowane piętrowe bloki koszarowe oraz poniemieckie betonowe bryły bunkrów i schronów. W pobliżu, tuż koło wspaniałej alei kasztanowej postawiono więc cały zespół baraków, służących za koszary, pomieszczenia administracyjne, magazyny, świetlice i stołówki. Tuż przy bramie wjazdowej wyrósł piętrowy budynek klubu jednostki. Kiedy przyjechaliśmy właśnie go wykańczano i miał się wkrótce stać centrum życia kulturalnego oraz towarzyskiego dla kadry i jej rodzin (…)

PODPORUCZNIK PILOT JERZY TOKARSKI ( 1932-1958 )

W 1958 roku na lotnisku w Poznaniu-Krzesinach utworzono kolejną, trzecią eskadrę lotniczą, wyposażona w nowsze samoloty odrzutowe Lim-5. Były to radzieckie samoloty myśliwskie Mig-17, produkowane w Polsce na licencji pod nazwą Lim-5. Samolot Mig-17 już w latach 50-tych XX w. i później, szczególnie w czasie wojny wietnamskiej, stał się legendą. Sprawdził się doskonale, a amerykański generał pilot Robin OLDS powiedział o nim krótko :

(…) Jest to samolot bardzo niebezpieczny, jego zdolność manewru jest wprost fantastyczna.(…).

Natomiast płk Ryszard GRUNDMAN, jeden z najbardziej znanych polskich pilotów powojennych tak oto wyraził wyraził się o Mig-u 17:

(…) Jest to samolot myśliwski o dużej uniwersalności, stateczny w locie, o dobrej zwrotności, szczególnie w figurach pionowych, dysponuje silną salwą sekundową swego uzbrojenia, należy niewątpliwie do najlepszych samolotów tej klasy na świecie (…)

W 1958 r. na „krzesińskim” lotnisku służył już podporucznik pilot Jerzy TOKARSKI. Zaledwie trzy lata po promocji w Oficerskiej Szkole Lotniczej Nr 5 w Radomiu, w wieku 26 lat, był już dowódcą klucza. To jednostka taktyczna w lotnictwie myśliwskim, złożona z 4 samolotów eskadry. Miał już okazję latać na samolocie Lim-5, legendarnym Mig-17. TOKARSKI był lubiany, nie tylko przez kolegów, ale również przez przełożonych. Poważany i szanowany przez zastępcę dowódcy jednostki, co w zasadzie stanowiło pewnego rodzaju przywilej. Koledzy-piloci z czasów służy wspominają, że był rzeczowym i dobrym pilotem, latał „bystro”, co jest pożądaną cechą wśród myśliwców. Niestety, w tym feralnym 1958 roku TOKARSKIEGO prześladowało wyjątkowo silne i odczuwalne przeczucie – myśl o śmierci w powietrzu. Ta intuicja znalazła nawet upust w zwierzeniu się innemu pilotowi. Miał wtedy powiedzieć: (…) To już ja w tym roku zginę (…), wyrażając życzenie, że gdyby tak się stało, to chciałby być pochowany na poznańskiej Cytadeli, w kwaterze wśród lotników. Nikt wówczas nie spodziewał się, że jego przeczucia okażą się prawdziwe

TRAGICZNE ĆWICZENIA LOTNICZE 1958

W jednostkach lotniczych wszyscy wiedzieli, że się odbędą, nie znano jednak terminu… Oczekiwano na sygnał… Tak oto wspominał czas oczekiwania mjr pil. Wacław KRÓL, przebywający w tym czasie na lotnisku wojskowym w Pile:

(…) Wśród personelu zaczęto przebąkiwać, ze zanosi się na ćwiczenia, w których mają być zaangażowane jednostki lotnictwa operacyjnego, Wojsk Obrony Powietrznej Kraju i Inspektoratu Lotnictwa(…)

W końcu zaczęło się i ćwiczenia „ruszyły” pełna parą 20 czerwca 1958 r. Obszar ćwiczeń, mających charakter wieloszczeblowy, obejmował północno-zachodnią Polskę. Manewry zaplanowało i koordynowało Naczelne Dowództwo Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego, a udział w nich brały polskie jednostki lotnicze Lotnictwa Operacyjnego, Wojsk Obrony Przeciwlotniczej oraz jednostki lotnictwa Marynarki Wojennej. W powietrzu i na ziemi było bardzo tłoczno… Mjr pil. Wacław KRÓL wspomina:

(…) w budynku portowym panował niezwykły tłok. Oficerowie w polowych mundurach, ze skórzanymi torbami, maskami przeciwgazowymi, z pistoletami u pasów, wyglądali dość groźnie. Widok ten przywodził mi na myśl lata wojny(…)

(…) Ćwiczenia weszły w fazę, w której samoloty stron przeciwnych rozpoczęły loty operacyjne. Co się tam w powietrzu działo i jakie jednostki lotnicze brały udział w lotach było oczywiście tajemnicą wojskową. Ale domyślałem się, że samoloty Lim-2 były po jednej stronie i spełniały rolę bombowców i szturmowców, zaś broniący się przeciwnicy dysponowali samolotami Lim-5(…)

Już czwartego dnia ćwiczeń zdarzyła się katastrofa. Zginął porucznik pilot Wacław BŁASZCZYŃSKI, pomocnik dowódcy eskadry do spraw pilotażu „krzesińskiego” 62 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Ćwicząc zwalczanie celów naziemnych nie wyprowadził rozpędzonego samolotu z nurkowania i uderzył w pas startowy na lotnisku w Pile.

KATASTROFA – WIRY

Na lotnisku w Poznaniu-Krzesinach również panował zgiełk. Część maszyn ześrodkowano właśnie tutaj. Ćwiczenia odbywały się zarówno na mapach sztabowych, w jak i w powietrzu.

Już w godzinach rannych, 26 czerwca 1958 r. w powietrzu znajdowali się ppor. pil. Jerzy TOKARSKI, pilotując swojego Lim-5 ( Mig-17 ) oraz ppor. WÓJTOWICZ, lecący na samolocie Lim-2 ( Mig-15 bis ). Lotnicy wystartowali razem w tzw. parze myśliwców na ćwiczenie symulacji walki powietrznej. Około godziny 8.05 na wschód od wsi Wiry samoloty, jak to opisują świadkowie, dosłownie, “wleciały na siebie”, w wyniku czego nastapiła kolizja w powietrzu. Lim-2 ppor. WÓJTOWICZA momentalnie przeszedł w lot nurkowy, po czym wbił się w pole orne w Luboniu-Lasku i eksplodował. WÓJTOWICZ przeżył – w ostatniej chwili opuścił samolot, katapultując się. Natomiast ppor. Jerzy TOKARSKI najprawdopodobniej zginął już w momencie zderzenia w powietrzu. Z zachowanych relacji skrzydło obcieło kabinę samolotu, uderzając niestety również w pilota. Jego samolot, już niekontrolowanie, przeleciał dalej około 1000 m w kierunku zachodnim i pikując uderzył w pole we wsi Wiry w odległości około 150 metrów na północ od skrzyżowania obecnych ulic Poznańskiej z Nową. Szczęśliwie, już po zderzeniu, samoloty nie spadły na okoliczne domy lub gospodarstwa, co mogłoby zwiększyć skalę zniszczeń i liczbę ofiar. Wieść o katastrofie samolotów rozeszła się błyskawicznie po okolicy. Niektórzy mieszkańcy, słysząc trzask i huk, pobiegli na miejsce, zastając już tylko palące się szczątki samolotu ppor. TOKARSKIEGO. Informacja o katastrofie dotarła nawet do pobliskiego Puszczykowa. Od kilku dni trwały wakacje szkolne, a ciekawa młodzież a nawet dzieci próbowała dotrzeć na miejsce zdarzenia. Niestety teren był już zabezpieczony rzez Milicję Obywatelską i wojsko. Nikogo nie dopuszczano w rejon miejsca zdarzenia.

Jeszcze tego samego dnia, 26 czerwca 1958 r. do Poznania przybył Minister Obrony Narodowej gen. Marian SPYCHALSKI wraz z dowódcą Wojsk Lotniczych gen. pilotem Janem FREY-BIELECKIM Obaj przylecieli… myśliwskim samolotem odrzutowym Lim w wersji dwumiejscowej tzw. szparką, którą pilotował osobiście dowódca Wojsk Lotniczych. W kabinie instruktora, jako pasażer, zasiadł Minister Obrony Narodowej. Oficjalnym powodem przybycia była inspekcja jednostek biorących udział w ćwiczeniach…

O pojawieniu się Ministra Obrony Narodowej gen. Mariana SPYCHALSKIEGO, w dodatku samolotem odrzutowym, rozpisywała się prasa poznańska i ogólnopolska, ale trudno było znaleźć gdziekolwiek, jakąkolwiek wzmiankę o katastrofie i śmierci ppor. pil. Jerzego TOKARSKIEGO w Wirach. Zgodnie ze swoim życzeniem spoczął on na cmentarzu, na stokach poznańskiej Cytadeli, w kwaterze lotników, wśród pilotów, poległych w katastrofach lotniczych.

UPAMIĘTNIENIE

Upamiętnienia miejsca katastrofy w Wirach, w której zginął ppor. Jerzy TOKARSKI dokonał jako pierwszy z własnej inicjatywy pułkownik dyplomowany pilot Jan JĄKAŁA, legenda powojennego, polskiego lotnictwa wojskowego, pochodzący z Lubonia-Lasku. To on, w pierwszej połowie lat 80-tych XX w. umieścił w miejscu uderzenia samolotu w ziemię śmigło lotnicze od samolotu Jakowlew Jak-12, jak również metalową tabliczkę z nazwiskiem pilota. Miejsce, położone prawie na środku pola, było już wcześniej odwiedzane m.in. przez dzieci, które przychodziły i paliły znicze. Wyjątkowo ujmującym widokiem była właśnie prowadząca przez pole, do miejsca katastrofy wydeptana ścieżka, swoista “ścieżka pamięci”. Znalazł się tam również metrowej wysokości betonowy krzyż. Pomimo trudności w dojściu do krzyża, położonego zresztą na prywatnym polu uprawnym, do dzisiaj można tam oglądać znicze, a czasami wiązankę kwiatów, pozostawiane m.in. przez okolicznych mieszkańców. Niestety główny element “pomnika”, widoczny dotychczas z daleka czyli pionowo zamontowane śmigło lotnicze, zniknęło po 2001 r. Obecnie miejsce katastrofy znaczy jedynie wspomniany betonowy krzyż, otoczony kilkoma metrami kwadratowymi nieuprawianego pola, zarośniętego trawą.

Nazwisko ppor. pil. Jerzego TOKARSKIEGO umieszczono także na tablicy pamiątkowej ku czci poległych pilotów 62 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego im. Powstańców Wielkopolskich, odsłoniętej w 2016 roku na cmentarzu w Głuszynie. Wśród 19 lotników, którzy zginęli w katastrofach w latach 1957-1992 ppor. pil. Jerzy TOKARSKI figuruje jako trzeci poległy pilot w historii tej jednostki.

Godnym zauważenia jest również, że krótka wzmianka o ppor. pil. Jerzym TOKARSKIM i katastrofie w Wirach została umieszczona w wydanym lokalnie w Poznaniu przewodniku pt. „Na stokach Cytadeli Poznańskiej – przewodnik po cmentarzach”( 2005 ) . To zdarzenie zostało wybrane i przedstawione, jako jedno z pięciu przypadków katastrof lotniczych, w których zginęli lotnicy w latach 1946-1969, a którzy spoczywają w kwaterze lotników na stoku Cytadeli w Poznaniu.

MIEJSCA TRADYCJI I PAMIĘCI LOTNICZEJ

Miejsce katastrofy lotniczej w Wirach koło Poznania zaliczamy katalogu miejsc o lotniczej tradycji i pamięci. Jest to mało znane powszechnie pojęcie, jednak w praktyce funkcjonuje nie tylko w Polsce, ale też na świecie, gdzie miejsca wypadków lotniczych są trwale oznakowywane i opisywane. W społecznościach lokalnych stanowią one istotny element historii i spuścizny przeszłości regionu. Kwestia ważności i wymowy miejsc tradycji lotniczych w Polsce została szeroko i kompleksowo podniesiona poraz pierwszy na konferencji naukowej pt. : ”Lotnicza historia, archeologia i tradycja miejsca”, zorganizowanej w 2002 r. przez Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie i Podhalański Klub Modelarzy Redukcyjnych “Skala” w Nowym Targu. Już po konferencji, w swoim artykule trafnie stwierdził Krzysztof RADWAN, ówczesny dyrektor wspomnianego muzeum:

(…) Dopiero bowiem przedmiot i myśl są w stanie wspólnie stworzyć wyrazistą i dotykalną jedność – znak przeszłości, mogący wstrząsnąć świadomością i emocjami pragmatycznego, gorączkowo zabieganego człowieka XXI wieku. Resztki tego nieznanego dziedzictwa giną na naszych oczach. Niszczy je czas, niepamięć; nieraz ciasno pojęta ekonomia (…)

Dlatego też, w kontekście rozbudowujących i urbanizujących się okolic Poznania, w tym wsi Wiry, gdzie obecnie powstają nowe osiedla mieszkaniowe, upamiętnienie katastrofy lotniczej z 1958 r. i poległego ppor. pil. Jerzego TOKARSKIEGO, już w bardziej dostępnym dla ogółu miejscu i w trwałej, czytelnej formie będzie nośnikiem pamięci historii lokalnej, spełniając również funkcje edukacyjne. A historia lotnictwa polskiego, nawet ta najnowsza, jest i zawsze będzie nierozerwalną częścią szeroko pojętej historii naszej Ojczyzny.

(…) w niebieskim, pomalowanym na niebiesko, szczęśliwy, że jestem tam w górze i leciałem, leciałem szczęśliwy, coraz wyżej do słońca i jeszcze wyżej, podczas gdy świat powolutku znikał daleko w dole, jakaś muzyka słodka w dole grała, tylko dla mnie (…)

( Fragment włoskiej piosenki z 1958 r. pt. “Volare” ( tłum. latam ) w wykonaniu Domenico Modugno. Ten ciepły, o pozytywnym przesłaniu utwór stał się przebojem w Europie i na świecie, podbijając również serca słuchaczy w Polsce, jak na ironię, akurat w roku 1958, w jakże trudnym i tragicznym roku dla polskiego lotnictwa wojskowego )

EPILOG

W grudniu 2020 r. nawiązałem kontakt ze Stowarzyszeniem Pilotów Wojskowych Lotniska Krzesiny i wystąpiłem jednocześnie z inicjatywą -pomysłem upamiętnienia miejsca katastrofy lotniczej, mającej miejsce w dniu 26 czerwca 1958 r. na terenie wsi Wiry, w której zginął ppor. pil. Jerzy TOKARSKI. Spotkałem się z pełną akceptacją i poparciem mojego pomysłu, a także z gotowością do współpracy przy przyszłym przedsięwzięciu w podpoznańskich Wirach.

Rownolegle, w styczniowym numerze czasopisma “Nowiny Komornickie ” ukazał się artykuł pt. “Kto zginął w katastrofie w Wirach”, w którym zawarto moje uwagi, co do rzeczywistego miejsca katastrofy ppor. Jerzego Tokarskiego ( nie ppor.pil. Ryszarda Pirka, jak wcześniej opisano). We wspomnianym artykule wyszedłem również z inicjatywą trwałego już upamiętnienia tego zdarzenia lotniczego, jednak nie na pobliskim polu, lecz w bardziej dostępnym dla ogółu miejscu, przy ulicy Poznańskiej.

Moje sugestie i inicjatywa zostały uwzględnione, a artykuł z “Nowin Komornickich” spowodował lokalnie duży odzew i poparcie, łącznie z deklaracjami, niezależnego i społecznego wykonania monumentu przez mieszkańców.

Robert Kiszkurno

21.01.2021 r.

Przy pracy nad tekstem korzystano z poniższej literatury:

  • Józef Zieliński, Marian Mikołajczuk, Historia polskiego lotnictwa 1945-1962, Wydawnictwo ZP, Warszawa 2010
  • Józef Zieliński, Pamięci lotników wojskowych 1945-2003, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2003
  • Adolf Stachula, Lotnictwo myśliwskie Wojsk Obrony Powietrznej Kraju 1947-1989, Słupskie Studia Historyczne Nr 13, Rok 2007
  • Jerzy Domański, Samolot myśliwski Mig-15, Zeszyt Nr 17 Typy Broni i Uzbrojenia, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1972
  • Jerzy Domański, Samolot myśliwski Mig-17, Zeszyt Nr 41 Typy Broni i Uzbrojenia, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1976
  • Lechosław Musiałkowski, Polish Wings No 19 Mikoyan Gurevich Mig-17 and Polish version, Wydawnictwo Stratus 2015 ( polska wersja językowa )
  • Wacław Król, Za sterami odrzutowca, WydawnictwoMinisterstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1978
  • Paweł Bondaryk, Jerzy Gruszczyński, Mariusz Kłosowski, Tomasz Jan Kopański, Wojtek Matusiak, Paweł Ruchała, Miłosz Rusiecki, Ryszard Witkowski, konsultacja merytoryczna Andrzej Glass, Historia Lotnictwa w Polsce, Wydawnictwo P.H.W. Fenix, 2011
  • Mark S. Pyle, Bill Gunston, Edouard Chemel, Chronicle of Aviation, JL International Publishing, London 1992
  • Jarosław Bączyk, Arkadiusz Bilski, Na stoku Cytadeli Poznańskiej, Przewodnik po cmentarzach, Wielkopolskie Muzeum Walk Niepodległościowych, Poznań 2005
  • Robert Kowalski, Krzysztof Wielgus, Lotnicza historia, archeologia i tradycja miejsca, materiały z konferencji naukowej Nowy Targ 13-15 września 2002, Nowy Targ 2002
  • wspomnienia pilotów 62 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego ( w posiadaniu autora)
  • Źródło zdjęcia: samoloty odrzutowe Lim w locie – Żołnierz Polski 1958 r.
error: Kopiowanie niedozwolone!!