TROCHĘ HISTORII.

TAJEMNICA ŻELBETOWEGO GIGANTA FABRYKI SAMOLOTÓW FOCKE-WULF W POZNANIU-KRZESINACH.

ROZWIĄZANIE ZAGADKI.

W dniu 23 lutego 1945 roku, w Poznaniu zakończyła się okupacja hitlerowska. Upadła Cytadela- ostatni bastion hitlerowskiego oporu. Od tego czasu minęło 73 lata, jednak wciąż spotykamy materialne pamiątki tamtych dni…
Niektóre z nich owiane tajemnicą od zawsze przyciągają uwagę mieszkańców, historyków,  a przede wszystkim badaczy oraz eksploratorów. Niektórych przeznaczenia nie znamy do dzisiaj… W Poznaniu zachowały się cztery ogromne, wielkogabarytowe  żelbetonowe obiekty, zbudowane przez Niemców w czasach okupacji. Przeznaczenie ich jest znane, z wyjątkiem jednego: wielkiej, betonowej budowli, znajdującej się na terenie wojskowego lotniska w Poznaniu-Krzesinach. Tu właśnie Niemcy, w czasie okupacji zbudowali od podstaw nową fabrykę samolotów myśliwskich Focke-Wulf 190 i Ta-154. Zbudowali również ten  “tajemniczy” obiekt z betonu. Wielki monolit o wysokości około 11 metrów stoi na obszernym placu ze starych, popękanych płyt… To już jedna z nielicznych pozostałości po fabryce na terenie obecnej jednostki wojskowej. Osobliwa konstrukcja od zawsze ciekawiła oficerów, żołnierzy, a także gości tu przybywających. Pobudzała wyobraźnię, dając upust różnego rodzaju teoriom i legendom. Betonowej budowli przypisywano różnorakie funkcje, począwszy od hamowni silników, kotłowni, a nawet sterowni. Tak naprawdę do dzisiaj nikt dokładnie nie określił przeznaczenia tego żelbetowego kolosa. Podejmowane były próby rozwiązania tej zagadki, publikowano artykuły prasowe, materiały filmowe, jednak nigdzie nie udzielono odpowiedzi, do czego właściwie służył ten obiekt.
Poniższy artykuł jest pierwszą w historii ogólnie dostępną publikacją, gdzie podam i opiszę przeznaczenie tego wielkiego bunkra. Stanowi uwieńczenie moich ponad 20 letnich zainteresowań tym tematem zarówno w kraju, jak i za granicą…
Niespodziewanie rozwiązanie tej  zagadki przyszło niedawno, w moim rodzinnym Puszczykowie koło Poznania, dosłownie, prawie “po sąsiedzku”.
Zanim przejdziemy do sedna warto zapoznać się z historią tego terenu.
KRZESINY
Kilkadziesiąt lat temu nikt nawet nie przypuszczał, że nazwa tej małej wioski, oddalonej 9 kilometrów na południowy wschód od Poznania, chcąc nie chcąc,  wpisze się trwale w historię polskiego lotnictwa wojskowego, ale też niemieckiego lotniczego przemysłu zbrojeniowego i techniki lotniczej. To tutaj, w 1941 roku na polach między Krzesinami a Głuszyną Niemcy zaplanowali i zbudowali jedną z najnowocześniejszych jak na owe czasy fabryk samolotów myśliwskich Focke-Wulf 190.
FABRYKA 
FOCKE-WULF POSEN-KREISING
Spółka Focke-Wulf Flugzeugbau GmbH, była niemieckim producentem samolotów z siedzibą w Bremie i powstała w 1923. Nazwa firmy pochodzi od konstruktorów Heinrich Focke i Georga Wulf. Firma pojawiła się w Poznaniu w 1941 roku, jako część głównej fabryki w Bremie. Na siedzibę wybrano tereny targów poznańskich, gdzie zaadaptowano do produkcji istniejące tam hale wystawowe. Tutaj też mieściły się warsztaty szkoleniowe dla przyszłych pracowników. Już 1 grudnia 1941 roku rozpoczęłą się tam produkcja kadłubów samolotów myśliwskich Focke-Wulf 190, a zakład otrzymał oficjalną nazwę :Focke-Wulf Flugzeugbau Werk Nr 9 Posen-Messegelände.
Decyzja o budowie kolejnej fabryki Focke-Wulfa, właśnie w  podopoznańskich Krzesinach zapadła w związku z realizacja nowego wielkiego programu Luftwaffe – budowy nowego typu samolotu – myśliwca nocnego o konstrukcji drewnianej Ta-154. Planowano też kontynuować w tym miejscu montaż myśliwca  Focke-Wulf-190.
Projektu zakładów podjęło się biuro niemieckiego architekta Ernsta Zinnsera (1904-1985 ), znanego wcześniej z wielu inwestycji przemysłowych na terenie Niemiec, a późniejszego profesora projektowania i budownictwa na Politechnice w Hanowerze. Ciekawostką jest, że Ernst Zinnser  w 1937 roku zaprojektował interesującą willę-rezydencję w Rhöndorf dla swojego szwagra Konrada Adenauera, późniejszego, powojennego kanclerza Niemiec.
Wróćmy jednak do poznańskich Krzesin.
Budowa ruszyła w 1942 roku. W pracach zaangażowano około 2000 żydowskich pracowników przymusowych, których przetrzymywano w dużym obozie pomiędzy Krzesinami a Piotrowem. Obóz funkcjonował od 1940 do 1943 roku. Już, po zakończeniu inwestycji wszystkich żydowskich pracowników odesłano do obozu Auschwitz-Birkenau…
Oprócz infrastruktury i lotniska wybudowano hale montażowe. Jeden z kompleksów o powierzchni około 55 000 metrów kwadratowych mieścił w sobie kilka hal produkcyjnych.
Budowę fabryki i lotniska zakończono w sierpniu 1943 roku. Zakłady na Krzesinach otrzymały oficjalną nazwę:
Focke-Wulf Flugzeugbau Werk Nr 13 Posen-Kreising.
Wszystko było całkowicie nowe, dobrze wyposażone i doskonale zorganizowane…
W dniu 29 maja 1944 roku nad Poznań z baz w Wielkiej Brytanii nadleciało 91 amerykańskich bombowców B-17 „Latająca Forteca” i wykonało precyzyjne bombardowanie nowej fabryki Focke-Wulf na Krzesinach, która prawie kompletnie legła w zgliszczach. Ogółem zrzucono 204 tony bomb.
W 1945 roku teren byłej fabryki Focke-Wulfa przejęło lotnictwo Armii Czerwonej. W 1954 roku na lotnisko Krzesiny ponownie wróciło lotnictwo polskie.
Obecnie, lotnisko Krzesiny to wojskowy obiekt zamknięty, teren 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego. Bazują tu 3 i 6 Eskadra Lotnictwa Taktycznego, wyposażone w amerykańskie samoloty myśliwskie F-16.
Czasy fabryki samolotów Focke-Wulf-190 wciąż przypomina ogromny, żelbetonowy obiekt od kilkudziesięciu lat błędnie zwany przez wszystkich  „ hamownią ”.
Jakie było jego przeznaczenie ?
ROZWIĄZANIE ZAGADKI ŻELBETOWEGO MONSTRUM ODNALEZIONE W
…PUSZCZYKOWIE KOŁO POZNANIA
Henryk Kołtoniak ma 92 lata. Mieszka w Puszczykowie koło Poznania. Był organizatorem i wieloletnim dyrektorem Banku Spółdzielczego w Mosinie, doprowadził do powstania Gospodarczego Banku Wielkopolski w Poznaniu, a także zainicjował budowę mosińskiego pomnika Tadeusza Kościuszki, jest kawalerem Medalu Rzeczypospolitej Mosińskiej.
W czasie okupacji hitlerowskiej, jako młody chłopak,  pracował w niemieckiej fabryce samolotów Focke-Wulf w Poznaniu-Krzesinach. Pan Henryk w swojej relacji wspomniał, że w jednej z hal produkcyjnych znajdował się betonowy obiekt w których pracowała prasa hydrauliczna, szczególnie ważna dla procesu produkcji, jednak nie zna szczegółów, ponieważ pracował na dziale montażu skrzydeł. Dodał jednocześnie, że, pamięta, że bezpośrednio przy prasie pracował również…Puszczykowianin.
Po latach odnalazłem Pana Henryka.
Henryk Hajdrych ma 95 lat. Mieszka w Puszczykowie. W 1941 roku trafił do pracy przymusowej do fabryki samolotów Focke-Wulf-190, zlokalizowanej na terenie kompleksu targów poznańskich. Był to pierwszy zakład lotniczy Focke-Wulfa w Poznaniu. Tutaj pracował w ramach specjalnej ekipy, montującej wielką prasę hydrauliczną o nacisku 3000 ton, przeznaczonej do wykrawania i wytłaczania części i podzespołów, z których montowano samolot myśliwski Focke-Wulf-190.  Później został przeniesiony do całkowicie nowo budowanej fabryki na Krzesinach.  Oddajmy mu głos:
„…Ruszyła budowa nowej fabryki samolotów Focke-Wulf w Krzesinach i zostałem tam przeniesiony. Zostaliśmy zaangażowani do montażu dwóch ogromnych pras hydraulicznych – “sztanc”. Hala, gdzie pracowaliśmy nie była jeszcze gotowa, a my już montowaliśmy te ogromne urządzenia. Prasy były całkowicie nowe.  Pamiętam, że ich podzespoły były jeszcze pokryte konserwującym szelakiem,  który potem dokładnie usuwaliśmy rozpuszczalnikami. Części było opakowane w papier.  Przy montażu tych masywnych maszyn pracowało 16 osób i zaangażowane były cztery wysokie windy. Pierwsza prasa miała nacisk 8000 ton. Niemcy, jak pozostali pracownicy nazywali ją  „Achttausend”. Była tak wysoka, że sięgała prawie po dach hali… Pamiętam, że na tym „kolosie” widniał wypukły napis – „KRUPP UND BOHLEN – ESSEN”. “Achttausend” miała rzeczywiście imponujące rozmiary. Zamontowana była na 4 metalowych nogach-filarach- o średnicy pół metra i wadze 20 ton. Wewnątrz, pomiędzy prowadnicami umieszczono bloki z metalu 6 m x 6 m i grubości około 1, 8 metra. Jeden blok mógł ważyć nie mniej niż 40 ton. Takich bloków były trzy: górny, środkowy ( ruchomy) i dolny, stanowiący matrycę.  Umieszczono je jeden nad drugim… Tylko jeden blok był ruchomy, poruszany przez duży cylinder na osi góra-dół. W dolnej części tego bloku, pod jego spodem, montowano potężny, wcześniej przygotowany blok z gum, a właściwie arkuszy gumowych. Takie arkusze były łączone klejem arabskim i po zmontowaniu – wyklejeniu -był on gruby na jakieś 1,5 metra. Przygotowanie takiej gumowego bloku było żmudne i czasochłonne – trwało 3 dni. Natomiast dolny blok urządzenia – matryca , było miejscem, gdzie kładziono blachy i poprzez nacisk gumowej części formowano metalowe części konstrukcji samolotu. Przy prasie ze wszystkich jej stron stały 4 transportowe wózki elektryczne. W czasie pracy jeden z wózków wjeżdżał pod prasę, a po zakończeniu wytłaczania wyjeżdżał z gotowymi elementami. W tym czasie, z innej strony wjeżdżał następny wózek i oczekiwał na kolejne wytłoczone części. Wszystko było dobrze zorganizowane i skoordynowane. Wózki obsługiwały kobiety. 
Niecałe 5 metrów od tej ogromnej maszyny, na metalowym wsporniku, zamontowanym w betonowej podłodze znajdował się mały stół -pulpit sterowniczy. Pamiętam,że operatorem tej monstrualnej maszyny – prasy był Polak o nazwisku Mędlik ( Mendlik). Z pochodzenia był Niemcem i pochodził z Poznania. Był typem bardzo wyizolowanego samotnika i z nikim nie utrzymywał kontaktów. Wiedziałem jedynie, że był w Wojsku Polskim i przebywał w niewoli u bolszewików, skąd został zwolniony. Niestety pewnego dnia zdarzył się tragiczny wypadek. Podczas pracy prasę zablokował jeden z wózków. Operator Mendlik próbował usunąć awarię i wszedł pod prasę. W tym czasie maszyna samoczynnie ruszyła, miażdżąc go. Zginął na miejscu…Zdarzenie miało miejsce w 1944 roku, chyba krótko przed nalotem amerykańskim. Pod ogromna prasą 8000 ton, znajdowały się podziemne pomieszczenia, gdzie zamontowano zespół pomp hydraulicznych, tłoczący płyn niezbędny do napędzania pras. 
Druga prasa była mniejsza – miała nacisk 3000 ton. Pamiętam, że taka sama prasa -3000 ton pracowała w zakładach Focke-Wulf na terenie targów poznańskich. Tu, w Krzesinach prasa 3000 ton napędzana była zespołem pomp hydraulicznych, umieszczonych, nie w podziemiach, ale bezpośrednio nad nią, na betonowych płytach.  
Obie prasy hydrauliczne stanowiły “serce” fabryki, wykrawając i wytłaczając elementy , niezbędne do produkcji samolotów Focke-Wulf -190. 
W dniu 9 kwietnia 1944 roku, dokładnie w Wielkanoc, Amerykanie dokonali dużego nalotu bombowego na Poznań, bombardując między innymi zakłady samolotów Focke-Wulfa na terenie targów poznańskich. Podczas tego nalotu zniszczona została pracująca tam prasa hydrauliczna 3000 ton.  W ten dzień alianci oszczędzili naszą fabrykę w Krzesinach…Nie spadła tu żadna bomba. 
Krótko po nalocie na Poznań Niemcy podjęli decyzję zabezpieczenia nowych pras hydraulicznych-sztanc przez zniszczeniem. Wiedzieli, że następnym celem będą właśnie Krzesiny…  Rozpoczęto wówczas obudowę tych ogromnych maszyn betonem zbrojonym. Wokół sztanc-pras zbudowano szalunki z desek, na które zalewano beton. Wszystkie prace odbywały się w zadaszonej hali fabrycznej. Pamiętam, że już po obudowaniu maszyn betonem Niemcy nie zdjęli szalunków-desek i można było je zobaczyć na suficie…
W dniu 29 maja 1944 roku, w Zielone Świątki amerykański bombowce ponownie nadleciały nad Poznań. Tym razem bombardowano naszą fabrykę samolotów na Krzesinach. Krótko przed nalotem pracownicy opuścili hale fabryczne i zgromadzili się na terenie otwartym lotniska.
Pamiętam przelatujące amerykańskie bombowce i lecące bomby. Nie wiem w jaki sposób, ale w pewnym momencie zauważyłem, że jedna z bomb trafiła w dach betonowej obudowy pras hydraulicznych. Dach schronu był zbudowany pod kątem, tak, że bomba nie  wyrządziła szkód i dosłownie ześlizgnęła , spadając na posadzkę…
Po amerykańskim nalocie fabryka Focke-Wulfa w Krzesinach legła w zgliszczach. Jednak obudowane betonem „ serce” fabryki – dwie prasy hydrauliczne ocalały, a co więcej dalej pracowały, wytłaczając i wykrawając części z których budowano myśliwce Focke-Wulf. Pamiętam pewnego dnia podczas pracy podszedł do mnie wyższy kierownik o nazwisku Holl i nakazał mi zameldowanie się w nowym miejscu pracy zakładów Focke-Wulfa, a mianowicie w jednym z Fortów w Poznaniu-Starołęce, gdzie pracowałem do końca wojny. Tak skończył się mój związek z fabryką samolotów Focke-Wulf, w której spędziłem kilka lat…”
Skutki nalotu lotnictwa amerykańskiego z 1944 roku Niemcy likwidowali kilka miesięcy. Produkcję samolotów Focke-Wulf-190 rozśrodkowano i przeniesiono do poznańskich fortów i lasów w rejonie Gądek. Natomiast „serce” fabryki nie zaprzestało produkcji – obudowane betonem prasy hydrauliczne, w zgliszczach hali produkcyjnej dalej wytłaczały i wykrawały podzespoły i elementy z których budowano samoloty. Z pewnością Amerykanie przekonani byli o zniszczeniu tych maszyn.  Niestety tak się nie stało…
W dniu 22 stycznia 1945 roku fabryka samolotów w Krzesinach została zajęta przez Armię Czerwoną. Jak podają źródła – we wszystkich niemieckich fabrykach samolotów w sowieckiej strefie okupacyjnej zdemontowano prasy hydrauliczne, łącznie z dwiema największymi na świecie hydraulicznymi prasami kuźniczymi do produkcji części samolotów Junkers Ju-88. Transfer maszyn i urządzeń do Związku Radzieckiego rozpoczął się w czerwcu 1945 roku. Wywieziono wtedy maszyny, urządzenia, narzędzia materiały, rysunki i dokumentację. Taki los spotkał też ciężkie prasy hydrauliczne z bunkra w poznańskich Krzesinach.
Powojenny wygląd byłej fabryki samolotów Focke-Wulf w Krzesinach to  panujący wokół  bałagan, zgliszcza i ruiny hal fabrycznych, jak i   ziemia podziurawiona lejami po bombach. Teren należało zniwelować…
Do tych czynności zaangażowano młodzież z Puszczykowa. Z pomocą przyszli tamtejsi harcerze , pracując kilka dni przy  uprzątaniu terenu byłej fabryki. Co interesujące, wśród harcerzy krążyła informacja, że przygotowują teren dla wojska amerykańskiego, które wkrótce tu przybędzie i założy swoja bazę lotniczą. Ponadto oficjalnie w kronice puszczykowskiej drużyny harcerskiej odnotowano, że praca przy niwelacji lotniska i ruin zakładów Focke-Wulfa w Krzesinach była pierwszym obozem harcerskiego hufca z Puszczykowa.
ZAKOŃCZENIE
Minęły lata. Wojenne zakłady Focke-Wulfa w poznańskich Krzesinach, zbombardowane w 1944 roku przez amerykańskie lotnictwo stopniowo znikają z pamięci. Ale, jak wiemy historia kołem się toczy – lotnicy amerykańscy powrócili na Krzesiny. Już nie na bombowcach B-17 „Latająca Forteca”, ale na odrzutowych myśliwcach F-16. Można śmiało powiedzieć, że wizja harcerzy z Puszczykowa z 1945 roku o Amerykanach na Krzesinach de facto spełniła się. Dokładnie w miejscu, gdzie 72 lata temu padały amerykańskie bomby ,niszcząc nowoczesną hitlerowską fabrykę samolotów Focke-Wulf teraz przechadzają się ich następcy – lotnicy amerykańscy. Z pewnością podziwiają ogromny, poniemiecki betonowy schron, którego wówczas nie udało się zniszczyć ich kolegom, zastanawiają się nad jego przeznaczeniem i bezskutecznie pytają innych, do czego służył…
Ale w tym momencie – dosłownie i w przenośni – z pomocą przychodzi ponownie Puszczykowo, ponieważ właśnie w tej pięknej miejscowości, dzięki Panu Henrykowi Hajdrychowi znalazłem rozwiązanie zagadki żelbetowego giganta, stojącego do dzisiaj na terenie lotniska w Krzesinach.
W ten sposób mamy kolejną, poznańską, wojenną tajemnicę rozwiązaną w… podpoznańskim Puszczykowie.
Robert Kiszkurno
   23.02.2018